Depresja – historia leczenia melancholii

Depresja jest gwoździem w bucie ludzkości od tysięcy lat. Ślady walki z tym stanem istnieją w zapiskach starożytnych uzdrowicieli i filozofów. Stosowano szeroki wachlarz terapii: od tortur poprzez zamykanie w przytułkach, elektrowstrząsy, lobotomię do pogawędek z psychoanalitykami i pigułek na wesołość. Nigdzie nie ma jednak potwierdzenia ich skuteczności.

Depresja na początku zwana była melancholią. Najstarsze wzmianki o niej można znaleźć w mezopotamskich tekstach z drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Wszystkie choroby duszy i umysłu przypisywane były wtedy demonom. Uzdrawianie leżało w gestii kapłanów. Depresję rozumiano wtedy jako chorobę duszy, nie ciała.

W najstarszych cywilizacjach Babilonii, Chin i Egiptu przyczyn depresji doszukiwano się również w działaniu duchów. Dlatego leczono ją egzorcyzmami oraz biciem, głodzeniem i umartwieniami. Wszystko po to, by wypędzić złe duchy.

Starożytni Grecy mieli różne teorie na ten temat. Niektórzy uważali, że to choroba wywołana przez duchy i demony. W V wieku przed Chrystusem grecki historyk Herodot pisał o królu owładniętym przez złe duchy.

Starożytni Grecy i Rzymianie: dieta, ćwiczenia, kąpiele

Starożytni Grecy, a także Rzymianie doszli jednak również do wniosku, że depresja była chorobą nie tylko duszy, ale również ciała. Wyciągali z niej chorych dietą, masażami, gimnastyką, kąpielami, a także ekstraktami z maku i oślim mlekiem.

30 sposobów na olejki eteryczne stres

Zostaw stres i napięcie tym, co lubią w tym siedzieć. Zrelaksuj się przy pomocy natury w czystej, skondensowanej postaci. Olejki eteryczne mają ogromną moc. Czy wiesz, że do przygotowania zaledwie kilkunastu mililitrów olejku z lawendy potrzeba kilku kilogramów kwiatów lawendy? Wiesz, że bodźce węchowe docierają do mózgu wyjątkowo szybko, szybciej niż jakiekolwiek inne? Możesz kupić sobie tego mini e-booka, wykorzystać kilka trików na stres i wreszcie spokojnie odetchnąć. Kiedy zdecydujesz, że nie chcesz się stresować, to tak będzie.

Grecki lekarz Hipokrates dowodził, że zaburzenia nastroju i choroby umysłowe wynikają z zachwiania równowagi humorów, czyli płynów krążących w ciele. Wyróżniał 4 typy humorów: żółtą żółć, czarną żółć, flegmę i krew.

Klasyfikacja chorób umysłowych Hipokratesa obejmowała między innymi manię, melancholię (depresję) i gorączkę mózgową.

Przyczyną depresji miał być nadmiar czarnej żółci w śledzionie. Czarna żółć to krew wypływająca ze śledziony. Znajdują się w niej produkty rozpadu krwinek czerwonych. Dlatego krew ta jest ciemna.

Hipokrates traktował depresję upuszczaniem krwi, kąpielami, ćwiczeniami i dietą.

Z kolei w opinii Cycerona, rzymskiego filozofa i polityka, depresję wywoływała wściekłość, strach i rozpacz. Skłaniał się więc on ku teorii zaburzeń psychicznych.

Depresja na początku naszej ery: kule u nóg i pierwsza terapia behawioralna

Tuż pod koniec ery przed Chrystusem założenia Hipokratesa zaczęły tracić na znaczeniu na rzecz wytłumaczenia depresji wpływem demonów i gniewem bogów. Na przykład Korneliszu Celsus (żył w pierwszej połowie wieku tuż po narodzeniu Chrystusa) zalecał na melancholię głodówki, skuwanie nóg żelaznymi łańcuchami z doczepionymi kulami, bicie. Ciekawe, czy terapie były skuteczne… Jeśli tak, to chyba na zasadzie „jestem już zdrowy, przestańcie mnie maltretować”.

Zupełnie inaczej podchodził do leczenia depresji Rhazes, perski lekarz i alchemik z przełomu IX i X w. naszej ery, szef szpitala w Bagdadzie. Jego zdaniem źródłem depresji był mózg. Leczenie zaś polegało na hydroterapii i pierwszych formach terapii behawioralnej – było to nagradzanie pozytywnych zachowań. Trop Rhazesa wygląda na zdecydowanie korzystniejszy dla pacjentów niż praktyki Kornelisza Celsusa.

Depresja w średniowieczu: topienie i palenie

Po upadku imperium rzymskiego w V w. naszej ery zarzucono poszukiwania naukowego wyjaśnienia przyczyn depresji. W wiekach średnich zasady działania świata objaśniano w oparciu o religię, głównie chrześcijańską. Było tam miejsce jedynie na wytłumaczenie depresji jako choroby umysłowej, za którą stały demony, diabły i czarownice.

Co gorsza uważano, że chorobą psychiczną można się zarazić. Jest w tym okruch prawdy. Życie z osobą depresyjną może być trudne i pogarszać nastrój.

Leczenia melancholii w średniowieczu nie polecam. Na liście terapii znajdowały się egzorcyzmy, w skrajnych przypadkach topienie i palenie. Tylko garstka lekarzy zachowała zdrowy rozsądek i wierzyła, że depresja to efekt zachwiania równowagi humoralnej, jak wnosił Hipokrates. Szukano przyczyn także w złej diecie i smutku – chodziło prawdopodobnie o to, że uzasadniona rozpacz, smutek, żal mogły przejść w stan chroniczny i utrwalić się w postaci depresji.

Depresja w czasach renesansu: Anatomia melancholii i coś tu brzmi znajomo

Między wiekami XIV i XVII postępowe i wsteczne poglądy na temat depresji mieszały się ze sobą. Nadal polowano na czarownice (w tym z depresją, jak rozumiem). Jednocześnie wracano do teorii Hipokratesa i szukano źródeł w zaburzeniach funkcjonowania ciała. W tym świetle chore psychicznie czarownice podlegały leczeniu zamiast trafić na stos.

W 1621 r. Robert Burton opublikował „Anatomię melancholii”, w której opisał psychologiczne i społeczne przyczyny stanu zwanego depresją: strach, biedę i samotność. W tej pracy o charakterze encyklopedycznym rekomendował dietę, ruch, podróże i – uwaga – oczyszczanie z toksyn, upuszczanie krwi, zioła, małżeństwo (!) i muzykoterapię.

Widać, że obecnie popularne trendy nie są wcale nowe.

Depresja w wiekach oświeconych: przytułki i początki rozkmin psychologicznych

W okresie Oświecenia (XVIII-XIX w.) uważano depresję za dziedziczną, niereformowalną słabość temperamentu. Depresyjnych należało unikać, najlepiej zamykać ich w odosobnieniu. Spowodowało to, że ludzie z depresją często tracili domy, żyli w biedzie lub w przytułkach lub domach dla osób z zaburzeniami umysłowymi.

Pod koniec tej epoki lekarze coraz częściej doznawali „oświecenia”, że depresja może być objawem tłumionego gniewu i agresji. Ponownie zwrócono się do naturalnych metod leczenia melancholii: jedzenia, gimnastyki, słuchania muzyki.

Jednak tym razem terapię po raz pierwszy wzbogacono o leki.

Oraz nastąpiło objawienie: osobom z depresją zalecano pogawędki o swoich problemach z przyjaciółmi i lekarzem.

Jednocześnie pojawiły się tezy, że depresja to efekt konfliktu wewnętrznego między tym, czego człowiek pragnie a tym, co społeczeństwo uważa za słuszne.

W Oświeceniu terapeutyzowano ludzi z depresją trzymaniem pod wodą tak długo, jak się dało, by nie doszło do utonięcia.

Wsadzano ich na obrotowy stołek i kręcono do oporu. Uważano, że dzięki temu zawartość mózgu wróci na swoje miejsce.

Benjamin Franklin prowadził pierwsze próby z elektrowstrząsami.

Agenda leczenia depresji przewidywała też jazdę konną, diety, lewatywy, prowokowane wymioty.

Koniec XIX w.: pierwsza definicja depresji

W 1895 r. niemiecki psychiatra Emil Kraepelin ukuł pojęcie manii depresyjnej. Czegoś, co znamy dziś jako zaburzenie afektywne dwubiegunowe. Kraepelinowi chodziło o określenie tego stanu, by odróżnić go od dementia praecox, jak nazywano wtedy schizofrenię. W tym samym czasie zaczęły się kształtować podwaliny pod psychoanalizę.

W 1917 r. Zygmunt Freud pisał o melancholii jako odpowiedzi na stratę w znaczeniu praktycznym (śmierć bliskiej osoby) lub symbolicznym (porażka w osiągnięciu celu). Nieuświadomiony gniew z tego powodu miał prowadzić do zachowań samodestrukcyjnych. Psychoanaliza miała być pomocna w rozwiązaniu problemów.

Wiek XX: lobotomia, elektrowstrząsy na depresję

Na początku XX w. starano się pomóc ludziom pogrążonym w depresji na różne sposoby, ale mało skutecznie. Uciekano się nawet do lobotomii, podczas których niszczono przednią część mózgu. Miało to mieć „wyciszający” efekt. Skutkami ubocznymi lobotomii było wyłączenie człowieka z funkcjonowania w społeczeństwie: brak własnego zdania, umiejętności podejmowania decyzji, zmiany osobowości. To prowadziło do śmierci.

Pacjentom serwowano też wstrząsy elektryczne.

W latach 50-tych i 60-tych XX w. lekarze podzielili depresję na endogenną i neurotyczną, reaktywną. Depresja endogenna wywodziła się ze zmian genetycznych. fizycznego defektu. Z kolei neurotyczną wiązano ze zdarzeniami takimi, jak strata bliskiej osoby czy pracy.

W tym czasie zaczęła się też lekoterapia depresji. Wszystko to były jednak ruchy na ślepo. Nikt nie potrafił ustalić przyczyny depresji, więc leki podawano przypadkowo. Przepisywano na przykład isoniazid, który był lekiem przeciwgruźliczym. Lekarze zauważyli jednak, że pacjenci z gruźlicą są po nim tak pełni energii, że mogą góry przenosić. Zaserwowano więc isoniazid chorym na depresję.
Potem weszły do gry kolejne leki antydepresyjne.

Depresja dzisiaj: czy wiemy coś więcej?

Obecnie przyczyn depresji upatruje się w fizjologii, psychice i czynnikach społecznych. Wiemy więc niewiele więcej o tym sanie, choć wzbogacił się słownik w tym temacie. Nie mówiąc o liczbie terapeutów i farmakologicznych leków antydepresyjnych.

Depresję leczy się lekami na bazie neuroprzekaźników i założeń, że któregoś brakuje, skoro występuje depresja. To błędna teoria. Nie wiemy dokładnie, jak działa serotonina, dopamina, noradrenalina, itp. Mamy tylko szczątkowy obraz.

Nadal czasami, w skrajnych przypadkach, stosuje się elektrowstrząsy.

Znaczenia w radzeniu sobie z zaburzeniami depresyjnymi nabrała rola nerwu błędnego.

Zobacz: 7 zaskakujących faktów o nerwie błędnym.

Wpływ na jego działanie może leczyć nie tylko depresję, ale również choroby przewlekłe (epilepsję, stany zapalne, RZS).

Jedynym lekiem na depresję jest samoświadomość działania tego mechanizmu. Zdanie sobie sprawy, czym są myśli, jak płyną i jak bardzo są schematyczne. Następnym krokiem jest nabranie dystansu do tych myśli. Nie jesteśmy umysłem i ego, nadrzędnym sterowniczym jest świadomość.

Z depresją jest podobnie jak z alkoholizmem. Można być niepijącym alkoholikiem. Tak samo można być osobą niepraktykującą depresyjnego myślenia. Odzwyczajenie się od negatywnych schematów myślowych jest możliwe, jednak zawsze istnieje ryzyko powrotu nałogu.

Co to za blog?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o