Minimalizm w życiu i w domu, praktyka, nie snobizm

Minimalizm w życiu i w domu - lżej na duszy i umyśle
Minimalizm w życiu i w domu - lżej na duszy i umyśle

Minimalizm w życiu i w domu jako filozofia dla hipsterów zupełnie mnie nie rusza. Rusza mnie temat, jak wydawać mniej pieniędzy na utrzymanie, by nie musieć zarabiać więcej. I pozwolić sobie na luksus wysypania się i życia bez pośpiechu, jak dusza zapragnie.

Minimalizm w życiu i w domu to jeden z modnych trendów. Został jednak wypaczony jak np. ekologia – dzisiaj niemal wszystkie kosmetyki w marketach mają odpowiedniki „bio” i „eko”, czy weganizm oparty na serze z oleju.

Minimalizm w życiu i w domu – przyczyna czy skutek?

Zabrnęliśmy w zaułek. To, co kiedyś było standardem, dziś staje się elitarną koncepcją na życie dla osób znudzonych nadmiarem.

Jeszcze 30-40 lat temu kupowało się, jadło, spędzało czas, urządzało mieszkania inaczej niż dziś. Było minimalistycznie, często ubogo. Kupowanie kasz czy nawet koncentratu pomidorowego na wagę było standardem. Dziś jest przejawem skrajnego oszczędzania lub fanaberią. Kiedyś ubrania wystarczały na dłużej niż obecne, jednosezonowe ciuchy z sieciówek. Przykłady można mnożyć.

Kiedyś było lepiej, dzisiaj świat schodzi na psy.

Takie tam narzekanie starszych ludzi.

Nie o to chodzi, proszę pana, proszę pani.

Podstawowa kwestia jest taka, że minimalizm w życiu i w domu powinien wynikać ze stanu umysłu, nie zaś snobizmu. Dobrze, że ludzie myślą, jak wdrożyć minimalizm w życiu i w domu. Wyrzucają lub oddają nadmiar rzeczy i otaczają się tymi naprawdę potrzebnymi, trwalszymi, lepszej jakości.

Gorzej jeśli jest to chwilowe zauroczenie trendem, a nie podążanie za głosem duszy. Żegluje w kierunku filozofii, zamiast być zwykłą sprawą jak mycie zębów, pozbawioną rozdmuchanej, teoretycznej przybudówki.

Jeśli jest to rezultat wewnętrznej przemiany, to nie trzeba szukać poradników, jak wejść w minimalizm. Nie trzeba roztrząsać, co powinno być potrzebne, a co nie. Przywoływać się do porządku, gdy ktoś poczuje chęć kupienia zbędnego przydasia. Mieć poczucia winny, gdy w szafie znajdzie się nieplanowany ciuch. Szukać dyrektyw i wzorców wśród celebrytów.

Minimalizm może być tak naturalny jak oddychanie. Dzieje się sam, gdy czyny są w 100% zgodne z podszeptami duszy. Jest skutkiem dogadania się z nią, a nie przyczyną, dla której staramy się zmienić. Dusza nie da się namówić na coś, co jej nie leży. Prędzej czy później pizgnie minimalizmem w kąt, gdy będzie jej obcy.

Tolle na pewno jest minimalistą

Minimalizm w życiu i w domu – jak przejawia się w praktyce?

Nie lubię wyrzucać jedzenia. Nie podoba mi się, gdy wokół mnie gromadzą się sterty rzeczy. Nie zawsze jednak tak było. Jakieś 3-4 lata temu przyszła do mnie potrzeba wyczyszczenia mieszkania. Pewność, że muszę to zrobić. Trwało to 2 tygodnie. Każdy z 14 dni był wypełniony wynoszeniem na śmietnik ciuchów, zabawek, naczyń, kosmetyków, chemii gospodarczych, plastików, i czego tam jeszcze.

I tak się zaczęło. Ciągle wracała do mnie myśl, że nie chcę pracować na pieniądze, które wydam na gotowe dania czy smakołyki z Lidla. Co gorsza, wyrzucę połowę z nich, bo się popsują lub nie będą mi smakować. Nie chcę nagradzać się za godziny spędzone w pracy zakupami. Wolę mieć czas.

Czas jest dziś największym luksusem.

Teraz mam więcej czasu, za to mniej pieniędzy.

Okazało się też, że nie potrzebuję wielu rzeczy, które kiedyś uważałam za niezbędne.

Jak wygląda mój minimalizm w życiu i w domu? To kilka punktów, które przychodzi mi do głowy. Są oczywiste, ale niewiele osób traktuje je jako rutynę.

Minimalizm w życiu i w domu oraz w kawiarni, espresso prześwietlone

1. Planuj

Kiedy pracujesz bez wytchnienia, nie masz czasu na przemyślenie, co masz ochotę zjeść w ciągu najbliższych dni. Idziesz do sklepu na głodniaka i wrzucasz do koszyka, co ci ślinka podpowie. W efekcie kupujesz drogo, niezdrowo i nieekonomicznie – zakupy wystarczają na raz. To na pewno nie jest minimalizm w życiu i w domu.

Wystarczy wykoncypować sobie kilka scenariuszy posiłków, by wiedzieć, co kupić i mieć w zapasie.

2. Kupuj na wagę

W marketach są działy z produktami sypkimi, na pewno to wiesz. Wiesz też, że można kupić jabłka czy inne warzywa na wagę, luzem, zamiast ułożone na tacce i ściśnięte folią. Kiedyś omijałam taki dział w Auchan, bo nie chciało mi się bawić w nakładanie, ważenie, metkowanie, przesypywanie do pojemników w domu.

Teraz widzę więcej zalet niż wad takich zakupów. Po pierwsze bierzesz tyle, ile Ci potrzeba.

Po drugie produkty na wagę kosztują mniej niż paczkowane. Różnice na pozór są nieduże, ok. kilku złotych na kilogramie, jednak w dłuższym rozrachunku oszczędności nabierają znaczenia.

Trzecia zaleta to mniej opakowań do wyrzucania. Pakujesz tylko do 1 torebki, zamiast zabierać do domu kartoniki, folie, celofany, plastiki i tacki.

3. Półprodukty zamiast gotowców

Pomyśl, co możesz przygotować z kupionych rzeczy. Czyli patrz punkt nr 1 – planowanie. Z kasz, ryżu, makaronu, fasoli można wyczarować różne dania. Trzeba tylko wymyślić, co do nich dodać: warzywa, jajka, ser, sosy, ewentualnie mięso. Przydadzą się też przyprawy.

Kiedy masz bazę węglowodanową i składniki na sos pomidorowy (puszka pomidorów – tak, wiem, że puszkach jest bisfenol – oraz koncentrat pomidorowy w niewielkiej ilości plus cebula, czosnek, przyprawy i oliwa), „pomysł na…” obiad jest gotowy. Dorzucasz trochę białka, jeśli chcesz (ser, jajko gotowane) i voila.

Nie są to wersalskie smakołyki, tudzież ciastka królowej Marii Antoniny, ale zdrowsze i tańsze niż kebab lub burger, choćby wegański. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego buła w słynnych warszawskich wege burgerach jest tak ogromna w porównaniu do kotlecika i dodatków. Zdaje się, że ma zaspokajać apetyty głodnej, wegańsko zorientowanej młodzieży.

Może brzmi to konserwatywnie, ale z perspektywy czasu widzę, że najbardziej służy mi jedzenie przygotowane własnoręcznie.

4. Minimalizm w życiu i w domu – utrzymanie czystości

Nie kupuję płynów, proszków i żeli do łazienki i kuchni, osobnych do emalii, sedesu, kafelków, blatów, luster, itp. Gdyby się uprzeć, wszystko, łącznie z praniem, można obskoczyć sodą i octem spirytusowym. Ocet bardzo dobrze się sprawdza zarówno do mycia powierzchni w kuchni, doczyszczania kubków i szklanek z osadem po herbacie, szorowania piecyków, kuchenek, także luster i szyb. Próbowałam różnych rzeczy i ocet nie ma sobie równych. Szybko się spłukuje, nie zostawia smug. Jedyne, co może odstręczać, to zapach. Jednak szybko się ulatnia.

Soda to mistrz szorowania. Można nią doczyścić przypaloną patelnię. Wystarczy nalać trochę wody na dno, dosypać sody, ew. dolać octu, i mocno podgrzać, do zagotowania. Zostawić aż warstwy spalenizny namoczą się i odkleją. Zamiast sody do szorowania można użyć soli.

Co ciekawe soda i ocet mogą spełniać funkcję proszku do prania. Nie zostawiają żadnego zapachu, co może się nie podobać. Ja akurat nie znoszę aromatów dodawanych do proszków czy płynów do prania.

Oprócz octu i sody mam też jeden płyn w sprayu z Aldiego, którego używam w kuchni. Czasami sięgam po piankę do mycia bardzo zabrudzonej kuchenki. Bez niej jednak mogłabym się obejść, bo soda i ocet do tego celu wystarczają. Jest też płyn do mycia naczyń, najprostszy, kupowany w kiosku, gdzie oferują m. in. chemię niemiecką. Może to moja subiektywna ocena, ale lubię ten płyn i nie uczula mnie.

W łazience stoi spray o zapachu cytrynowym typu „wszechstronny”. Sprawdza się do mycia umywalki i wanny. Gdy go zabraknie, znów soda i ocet mogą go zastąpić. Osady z mydła dobrze czyszczą się również połówką cytryny.

Jeśli chodzi o sedes, da się on wymyć wszystkimi w/w produktami. Mam też na podorędziu roztwór chloru, tzw. bielinkę, ale rzadko używam.

5. Ubrania – czy warto pracować 6 godzin nową bluzkę za 70 zł?

Stawka minimalna za 1 godzinę pracy wynosi obecnie 15,70 zł brutto, czyli 12-13 zł netto (zależy od rodzaju umowy). Czy bluzka z sieciówki w cenie 70 zł jest warta prawie 6 godzin pracy? Sądzę, że nie. Warto znaleźć sobie coś fajnego w ciucholandzie. Bywają tam rzeczy marek lepszych niż H&M czy podobne, w cenie znacznie niższej niż 70 zł za wdzianko. Na dodatek niezniszczone.

Ceny ubrań w ciucholandach to temat rzeka. W Warszawie 1 kg ubrań używanych kosztuje od 59 do ok. 90 zł. Chyba, że obowiązują zniżki. O ubraniach można napisać sporo. Zawsze jest ich za dużo, nie wiadomo, skąd się biorą. Nieużywane można oddać lub odsprzedać.

6. Książki – czy trzeba kupować?

W mojej piwnicy zalegają paczki z książkami i czasopismami. Mam ich też sporo w mieszkaniu, choć zbiory są o 3/4 mniejsze niż pierwotnie. Dziś w ogóle nie kupuję książek, poza wyjątkami, które można policzyć na palcach jednej ręki.

Przyczyny są dwie. Pierwsza jest taka, że większość książek, zwłaszcza fabularnych nudzi mnie, bo treść jest dla mnie przewidywalna. Po drugie biblioteki miejskie są pełne książek. To naprawdę najlepsze rozwiązanie – wypożyczyć i oddać. Problem piętrzących się i kurzących na półkach książek przestaje istnieć.

Co myślicie o minimalizmie? Zasługuje na miano filozofii życiowej czy powinien być standardem? Napiszcie w komentarzach. Wiem, że czytacie, ale nie wiem, co myślicie.

Warto zerknąć, jak długotrwały stres związany m. in. z pracą może wpłynąć na zdrowie: Zmęczenie nadnerczy, objawy.

Co to za blog?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o