Netflix i Marie Kondo nikomu nie posprzątają w głowie

Netflix i Marie Kondo w nowym serialu o porządkowaniu radzą, jak oczyścić otoczenie i zacząć życie na nowo. Aż się prosi, by przestali się ślizgać po powierzchni problemu i odsłonili jego korzenie. Bałagan, obrastanie w rzeczy to objaw bólu ego. Nie wynika z niewiedzy, jak sprzątać. Możesz stosować paracetamol, ale ból wróci.

Jest coś smutnego w tym, gdy jedna z bohaterek serialu Netflix i Marie Kondo, mówi, że nie starała się wystarczająco, by utrzymać porządek. Obiecuje, że nie pozwoli już sobie na lenistwo. Dodajmy, że to matka dwóch małych dzieci, pracująca na część etatu.

Inna bohaterka sama sobie bierze na barki sprzątanie – przecież to ona jest matką! Do niej należy ta „kompetencja”!

Kolejna kobieta przyznaje, że po kłótni z mężem idzie do centrum handlowego na zakupy, by w akcie zemsty wyczyścić mu konto. Mąż zaś nie ukrywa, że nawet nie zaprzątał sobie głowy porządkowaniem. Automatycznie przekazał tę funkcję żonie.

Sprzątanie to stan umysłu

Kłopot ze sprzątaniem ma swoje źródła w przekonaniach. W schematach myślowych, które uznajemy za oczywistą oczywistość. Realną rzeczywistość. W odpowiedzi na takie same myśli pojawiają się takie same emocje. Cykl trwa i działa z niszczącą siłą.

Jestem matką, mam dbać o porządek – myśli kobieta. Nie dbam, jestem leniem, muszę bardziej się starać! Metody Marie Kondo lub innego eksperta od sprzątania na pewno pomogą! Byle tylko je stosować…

Porządek w tym wszystkim jest tak naprawdę nieważny.

Ważne jest to, co się dzieje w głowie.

Netflix i Marie Kondo pokazują w serialu, jak bardzo ludzie cierpią z powodu niespełnienia, braku, niekompletności, bycia gorszym, poczucia winy.

Jak mocno ulegają wzorcom myślowym, programowi, który mają w głowie.

Dzięki niemu nigdy nie czują się wystarczająco dobrzy, na właściwym miejscu. Zawsze chcą być w innym, lepszym świecie.

Netflix i Marie Kondo pudrują objawy

Netflix i Marie Kondo daje obietnicę lepszego życia. Idealnego, nie zagraconego, uporządkowanego. Minimalistycznego i czystego.

Ludziska oglądają nowy serial, ślepi na przyczyny problemu. Po omacku wpychają sobie do ust kłęby fabuły o cudownych metodach czyszczenia przestrzeni ze zbędnych przedmiotów jak popcorn w multikinie. Dobre, mówią, spróbujemy u siebie w domu.

Już łyknęli perspektywę położenia końca bólowi ego. Cieszą się na swoje nowe lepsze życie, pozbawionego cierpienia „ja”. Od celu dzieli ich tylko obejrzenie filmu czy przeczytanie książki.

Wyciągają więc z szaf sterty ubrań i wynoszą na śmietnik w reklamówkach z biedronki i niebieskich torbach ikea. Super, jaka ulga! Ile miejsca!

Aż nabiera się chęci, by…kupić nowe.

To dzieje się samo. Konkretnie to ego Tobą steruje jak dronem, gdy jedziesz do sklepu. Zwróć zatem uwagę, kiedy i jak to się dzieje.

Może zmęczenie po pracy? Coś poszło nie tak? Wkurza Cię skrobanie szyb w samochodzie, stanie w korku? Nie możesz schudnąć, awansować, znaleźć męża/żony, zarabiać więcej?

Masz w sobie ciało bolesne. Takie miejsce w środku, które poruszone odpowiada nieprzyjemnym jak ciągnięcie gwoździem po szybie uczuciem. Niewygodnym, drapiącym.

Na ciało bolesne Netflix i Marie Kondo nie poradzą

Gdy myśl dotknie ciała bolesnego, automat ego prowadzi Cię na starą ścieżkę. Szukasz ulgi, rozwiązania. Kupujesz rzeczy, bo dają one obietnicę wejścia na lepszy poziom. Tak jak w grze – szukasz sposobu, by tam wskoczyć. Źle Ci tu, gdzie jesteś.

Tymczasem nie ma poziomów. Jest tu i teraz. To wszystko i aż wszystko, co masz do dyspozycji.

Przede wszystkim możesz nabrać dystansu do myśli i emocji. Po to, by przerwać ich zaklęty krąg. Porządek, wyrzucanie i nie kupowanie zbyt wielu nowych rzeczy przyjdą w następstwie.

Przeczytaj: Sposób na stres – jak przerwać karuzelę emocji

Jednak pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić, to przyjąć do wiadomości, że rozwiązanie jest w Tobie, nie na zewnątrz.

Porównywanie się, szukanie lepszych miejsc, wyższych poziomów, stwarza poczucie niedoboru, bycia niespełnionym. To wszystko pozory.

Masz wszystko, co ci potrzebne. Wystarczy skupić się na działaniu w każdej sekundzie. Nie dawaj ego zbyt dużego pola do działania.

Netflix i Marie Kondo

Netflix i Marie Kondo – nie oczekuj cudów od nich, oczekuj ich od siebie.

Weź, co najlepsze z tego, co radzą Netflix i Marie Kondo

Netflix i Marie Kondo dobrze radzą w serialu, żeby minimalizować liczbę rzeczy, a także czynności związane z utrzymaniem porządku.

Potraktuj to jednak tylko jako wskazówkę, narzędzie do działania. Nie receptę na lek, który rozwiąże Twój problem. Nie wpadnij w kolejny schemat.

Muszę posprzątać, uwolnić się od nadmiaru rzeczy – myślisz.

Idziesz więc do empiku i nabywasz poradnik o sprzątaniu. Kopiesz w internetowej kopalni blogów, vlogów, itp. Chłoniesz porady i triki ekspertów. Już czujesz, jak nadchodzi wiatr, niosący poprawę.

Wdrażasz plany sprzątania, zachwycasz się jak dobrze działają sztuczki na układanie bielizny czy t-shirtów w szufladach.

Mija nieco czasu zegarowego i któregoś sobotniego, szarego ranka otwierasz oczy i widzisz kurz i paprochy na podłodze. W szafie skłębione ciuchy, a w szufladach splątane ze sobą ścisłym węzłem rajstopy i biustonosze.

Co poszło nie tak?

Zarastanie rzeczami i bałaganem bierze się z ego i myśli. Dopóki nie uporządkujesz tej sfery, temat bałaganu będzie wracał.

Bólu ego nie zagłuszysz paracetamolem.

Przeczytaj dodatkowo: Hormon stresu i 9 sposobów jak go obniżyć

Co to za blog?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o